Więc padło na to, ze tutaj.
Harley, pędzący pustą drogą, położoną miedzy
brytyjskimi wzgórzami, deszcz, bezlitośnie chlapie swym jestestwem na
mknący pojazd, kierowca, okuty niemal skórą, tym faktem
niewzruszony.
Nagle! Huk, błysk!
Kierowca przyśpieszył, wyszczerzając zęby.
Wiatr leniwie uderzał w prowadzącego.
Manetka zatrzymała się, dając do zrozumienia trzymającemu, że osiągnął już limit.
A motocykl pędził coraz szybciej. Na końcu drogi, coraz krótszej, czekała śmierć.
Kierowca wiedział o tym. Pragnął ją ujrzeć. Dotknąć jej. Posmakować. Ale nie miał zamiaru sie dla niej zatrzymywać.
Przyśpieszał dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz