czwartek, 26 grudnia 2013

Bestiariusz - Wampiry

Wampir - Istota plugawa, stworzona przez innego wampira. Rozróżniamy trzy gatunki takowych.

Człekokształtne - mające ludzka posturę i aparycję, nienaturalnie silne i szybkie. Można je rozpoznać po tikach nerwowych wykonywanych oczami i białych plamach na dłoniach. Są dużo bardziej niebezpieczne w nocy, jednak zawsze są  w stanie kontrolować głód. Bardzo inteligentne.
Gargulce - podobne do ludzkiego, garbate, wychudzone ciało. Posiadają skrzydła i szponiaste ręce. Na ich ciele nie występuje owłosienie. Nie kontrolują głodu, nie są też w stanie nawiązać, choćby pomiędzy soba, jakiejkolwiek formy komunikacji. Silne i szybkie, ale bardzo głupie. Poluja tylko nocą.
Pół-wampiry - mające ludzka postać ludzie, którzy dzielą z wampirami tylko jedna cechę - czerpia siłe z ludzkiej krwi. Nie jestem im ona potrzebna, ale zaraz po jej dostarczeniu do ciała, staja sie dużo silniejsi. Cechują się przeciętna, ludzką inteligencją, w przeciwieństwie do człekokształtnych nie są nieśmiertelni, a jedynie długowieczni(300-400lat)

Każdy wampir jest śmiertelnie wrażliwy na srebro. Pół wampiry mogą mieć z nim przelotny kontakt.
Dotknięcie srebrnego przedmioty powoduje albo poważne oparzenie, a nawet wżarcie się do ciała, albo czerwone plamy na skórze(pół-wampiry).

A co było wczesniej?

-Wbiegłem do pokoju. Impet uderzenia butem w drewnianą konstrukcję takowych odbił się echem po murach domu. Było ciemno. Za ciemno. Wyjąłem z kieszeni benzynową zapalniczkę i otworzyłem ją. Żywy płomień rozświetlił niewielkie pomieszczenie z łóżkiem pod ścianą i stolikiem pośrodku. Drewniana podłoga leniwie skrzypiała przy każdym moim kroku. Na stole była świeca, tak wiec by nei marnować cennej benzyny, zapaliłem takową. W pomieszczeniu lekko pociemniało. Wtedy usłyszałem za sobą kroki. To była ona.
-Starałam się iść cicho, ale podłoga mnie zdradziła. Odwróciłeś się w moją stronę i usłyszałam jak Twoje serce najpierw zwalnia, a potem gwałtownie rusza. Podeszłam bliżej i w tym momencie podmuch wiatru zachwiał już i tak wątłym płomieniem świecy.
Cienie na ścianach pogłębiły się jeszcze bardziej potęgując upiorne wrażenie. Rozejrzałam się niespokojnie.
-Chciałem ją pocałować, ale to nie był czas, ani miejsce. Wyjrzałem za okno w tym momencie, gdy ona albo chciała się rozejrzeć, albo uciec moim oczom. Nigdy nie umiała się skradać, ale to może i lepiej. Płomień świecy, nie wiedzieć czemu, zgasł. W pokoju znów zrobiło się ciemno. Usłyszałem skrzypienie. Czyżby chciała uciec? - Słuchaj, ja... Nie wiedziałem co powiedzieć. Cieżko mi było wyrazić opinię o tym co ostatnio się działo. Ale chyba mnie zrozumiała, bo poczułem jak musnęła swoją dłonią o moją własną. Czekałem na to, co zrobi dalej.
-Splotłam razem nasze palce. Wszystko inne poza jego dotykiem przestało mnie obchodzić. Wtuliłam się w jego bezpieczne, silne ramiona. Tak bardzo tego potrzebowałam. Dodawał mi tym siły i odwagi. Niestety, po paru chwilach wypuścił mnie z objęć.
Odsunęłam się z ciężkim westchnieniem i podeszłam do okna. Widziałam bladą księżycową poświatę i postacie krążące na dole. Po chwili on do mnie podszedł. Widziałam, że chce coś powiedzieć i już otwierał usta, kiedy usłyszeliśmy skrzypienie podłogi za drzwiami.
-Przytknąłem jej palec do ust i popchnąłem na ścianę. Zrozumiała mnie. W tym świetle, jeżeli staniemy przy ścianie, będziemy niezauważalni. Po chwili ktoś wszedł do pokoju, wstrzymaliśmy oddech. Nasze oczy przyzwyczaiły się juz do ciemnosci i widzieliśmy nieludzką wręcz postawę osoby, która wtargnęła w naszą samotność. Wydawało się, ze patrzy nie na nas, a w przestrzeń za nami. Wyszedł. Skrzypienie powoli cichło. Zauważyłem, ze nadal mam palec na jej ustach i poczułem ciepły, prędko oddech. Spojrzała na mnie. Czy myśleliśmy o tym samym?
-Przez moją głowę przelatywało milion mysli na sekundę, a dotyk jego ciepłych palców na moich ustach niczego mi nie ułatwiał. Zatonęłam w jego niesamowitych oczach i kiedy wróciłam do rzeczywistości, jego ramiona otulały mnie jak bezpieczny kokon,
a nasze twarze dzielił tylko oddech. Kiedy już, już moje usta miały spotkać jego i zanurzyć się w błogim zapomnieniu, mój wzrok padł na okno. Krzyknęłam. Na parapecie siedziała skrzydlata postać i wpatrywała się w nas ogromnymi, płonącymi oczami
O rubinowym, niemal krwawym odcieniu.
-Wiedziałem, co ujrzała. Dlatego czekałem. Przycisnąłem ją do ściany. W końcu nei zabierze więcej niż jedną osobę. Usłyszałem, jak pęka szkło, jak stopy wampira dotykają podłogi. Jak podłoga nie skrzypi, niczym przestraszona. Wyjąłem z kieszeni zapalniczkę i mały pakunek. Odwracajac się do monstra, wcisnąłem jej w dłoń podarek. Wtedy pobiegłem prosto na niego. Wylecieliśmy przez okno. Nie wiem ile trwał lot na dół, ale wydawał się wiecznością. Jego oczy patrzyły na mnie z nienawiścią. Uśmiecznąłem się i przysisnąłem zapalniczkę do jego torsu. Była srebrna. Zdychaj, gnoju - pomyślałem przed upadkiem. Resztki świadomosci podpowiadały mi ze żyję. Ciekaw jestem, co ona teraz zrobi.
-Patrzyłam na to wszystko z niedowierzaniem, ściskając paczuszkę w dłoni. Na rzeczywisty obraz nakładały mi się jego smutne, pogodzone z losem oczy wpatrujące się we mnie tuż przed skokiem. Nie! To nie może być prawda! Tylko nie on! Nogi się pode mną ugięły
i opadłam na drewnianą podłogę bez chęci do życia. Moja egzystencja bez niego nie miała sensu. Z moich oczu rzęsiście kapały łzy. Postanowiłam, że muszę zobaczyć go ten jeden, ostatni raz. Zbiegłam na dół, chociaż wolałam rzucić się w ślad za nim.
Bólu, który czułam nie dało się opisać. Podeszłam pod okno, z którego wypadli. Nie wierzyłam w to co widzę. Na ogromnej stercie siana leżał on. Podbiegłam do niego i zobaczyłam, że oddycha. Tej ulgi nie można opisać... Chwyciłam jego twarz w dłonie i
spostrzegłam, że jego oczy się otwierają.
- Albo niebo istnieje i właśnie tam trafiłem, albo mam na prawdę ogromne szczęście. - pomyślałem. Pierwsza opcja zakładałaby jej samobójstwo, co pocieszne nei było. Na szczęście była przy mnie i z miłością wbijała mi pazury w policzki. Musiałem się opamiętać. Zeskoczyłem niemal ze sterty siana na którą spadłem i chwyciłem ją za rękę. Zacząłem biec, gdy tylko zauważyłem ze obok nie ma ciała krwiopijcy. Przed chatą stał samochód, którym przyjechaliśmy, Charger 383. Ciągnąc ją za sobą, pobiegłem w jego kierunku. Gdy byliśmy zaledwie kilka metrów od pojazdu, usłyszałem jak skrzydła którymi dysponował wampir młócą powietrze. Popchnąłem ją w stronę drzwi i krzyknąłem - Paczka! Muszę wiedzieć! - miałem nadzieję, ze zrozumie. Gdy wsiadała do samochodu, zapatrzona w pakunek, ja otwierałem bagażnik. Teraz, mój-kurwa-drogi, zaczyna sie zabawa. - wyszeptałem. Z wielu przedmiotów walających się niezgrabnie po bagażniku wybrałem automatyczną kuszę, oczywiście załadowaną posrebrzanymi strzałami. Były one moze mniej skuteczne, ale za to tańsze. Niedbale wystrzeliłem kilka w jego kierunku. Gdy usłyszałem skrzek, zatrzasnąłem wieko i wbiegłem do samochodu, równocześnie rzucając broń na tylne siedzenie. Czekałem na jej odpowiedź. Pakunek był rozwinięty, a na jej dłoniach spoczywała jego zawartość.
-Wpatrywałam się w piękny pierścień z zachwytem i nie byłam pewna- to sen, czy jawa? Spojrzałam w jego oczy. Była w nich nadzieja i wyczekiwanie. Po raz kolejny w moich oczach zabłysły łzy, ale tym razem szczęścia. Pokiwałam głową. Tak, tak! Wszystko we
mnie krzyczało z radości. Tego dłoń sięgnęła po pierścionek i delikatnie wsunął mi go na palec. W tym momencie cały świat przestał istnieć, a po moim policzku potoczyła się łza, którą on natychmiast starł. Przybliżył się do mnie. Pogłaskał mój policzek z
niebywałą czułością. Przykryłam jego rękę swoją, wtulając się w jej wnętrze. Po chwili jego usta wreszcie odnalazły drogę do moich.
-Mimo tego, że byłem bardzo szczęśliwy z rozwoju wydarzeń, coś przycupnęło na dachu. Musiałem przerwać pocałunek i odpalić samochód. Wrzuciłem bieg i ruszyłem. W tym momencie coś uderzyło w przednią szybę. Na szczęście jej nie rozbiło. Podałem wybrance mojego serca kuszę i pocałowałem ją w policzek. Cóż - wyboru nie dokonałem przypadkowego, w końcu też była Łowcą. Zaczęła strzelać, a ja mogłem spokojnie prowadzić. Moim celem było teraz jedno - dojechać o domu i poprosić, by usiadła przede mną. Tyłem.
- Nasz pierwszy prześladowca nie pożył długo. Przez otwarte okno trafiłam go w serce pierwszą wystrzeloną strzałą. Niestety, pojawiły się kolejne stworzenia nocy. Przez prędkość z jaką jechał mój ukochany nie byłam w stanie dokładnie celować, ale raniłam
ścigające nas wampiry. Była ich trójka. Gdy tylko jeden z nich zbliżył się do okna, strzeliłam. Zobaczyłam tylko jak upada na ziemię ze strzałą sterczącą mu z serca. Pozostała dwójka chyba zaniechała pościugu, bo nigdzie nie mogłam ich dostrzec. Nadal
czujna, położyłam dłoń na ręce mojego towarzysza. Spojrzał na mnie z uśmiechem, który miał być zapowiedzią tego, co się będzie działo w domu. Chwilę później bez żadnych przeszkód zaparkowaliśmy przed domem.
- Byłem zdziwiony tym, że wampiry się poddały. Byłem świadkiem kilku takich wypadków, ale nigdy, zeby wystraszył ich ktoś z kuszą. Może to była kwestia tego, że strzelała do nich kobieta z kuszą. Porpos kobiet - nim weszliśmy, czy moze bardziej wbieglismy do domu, podkradłem się do niej, złapałem w talii, i, całujac, przycisnąłem do samochodu. Zaledwie kilka sekund później poczułem jak coś uderza mnie w plecy z taką siłą, z jaką wściekły byk tratuje torreadora. Poleciałem około trzy mery w lewo. Tak, jak mój żywot był dla mnie kwestią mniejszej wagi, tak zdrowie mojej partnerki, o zyciu już nie wspominając, było sprawą święta. Z buta wyciągnąłem nóż i rzuciłem się na wynaturzenie. Może i ustępowałem mu siłą, ale na pewno nie szybkością. Kilka mocnych cięć w tors przebiło twardą jak kevlar skórę, pozwalając mi na wyprucie flaków potworowi. W tym czasie moja przyszła małżonka otworzyła bagażnik i wyjęła strzelbę, załadowaną srebrnym śrutem. Mimo tego, ze wampir, nim skonał, kulka razy mnie uderzył, czułem się dość dobrze. Tego nie można było powiedzieć o mutantowi, który był właśnie masakrowany przez moją kobietę. Gdy jego głowa wybuchła jak piniata, spojrzała w moją stronę z niewinnym uśmiechem. Jak tu jej nei kochać - pomyślałem, wstając. Wstajac, by zaraz upaść. Uderzenie w plecy dopiero teraz pokazało swe oblicze. Bez jej pomocy nie wstanę.
-Spojrzałam na niego ze zmartwieniem. Błyskawicznie zjawiłam się przy nim oceniając w jakim jest stanie, ale poza kilkoma ranami, mojemu ukochanemu nic nie było. Pomogłam mu się podnieść, objęłam i zaprowadziłam do kuchni. Pognałam do łazienki po apteczkę,
aby przemyć mu rany. Kiedy wróciłam, moja druga połówka siedziała na stole i bawiła się sztyletem. Natychmiast wyjęłam mu go z rąk nie zwracając uwagi na spojrzenie pokrzywdzonego dziecka, którym mnie obdarzył. Kiedy opatrzyłam jego rany, poszłam do salonu
i zmęczona usiadłam na kanapie. Po chwili koło mnie zmaterializowała się postać w opatrunkach. Złapał mnie za rękę i przyłożył do swoich ust, delikatnie całując palce.
-Choć jej mogło wydawać się to romantyczne, całowałem jej palce nie z czułości, acz z czystej ciekawości - zawsze byłem cholernie ciekaw czy złoto ma jakiś smak. A skoro mogłem sprawdzić to teraz, to czemu nie? Po chwili zauważyłem stołek, schowany obok kanapy. Mimo bólu, nie byłem w stanie powstrzymać się, bo nie przesunąć go na środek pomieszczenia. Jeżeli pamiętała jeszcze nasze rozmowy, wiedziała co robić. Pamiętała. Usiadła grzecznie na stołku, uprzednio zdejmując spodnie. Mimo ze chciałbym to zrobić własnoręcznie - siły miałem niewiele, a chciałem spożytkować ją na coś innego. Leginsy, stworzone by nadać nogom kształt, jej były wcale a wcale niepotrzebne. I tak wyglądała świetnie. Uklęknąłem za nią i zacząłem badać dłońmi jej uda. Później zaczęła się zabawa.
- Czując jego dłonie na udach przeniosłam się do innego świata. Jego dotyk zawsze tak na mnie działał. W miarę jak jego dłonie zbliżały się do mojej kobiecości, mój oddech stawał się coraz szybszy i bardziej urywany. Wiedziałam, że mój rycerz jest słaby,
wykończony tym co stało się wcześniej, dlatego po niedługim czasie opadłam na kolana obok niego i pomogłam mu zdjąć spodnie i strzępy koszulki. Przesunęłam dłońmi po jego torsie, a po chwili, już w jego ramionach odszukałam jego
usta i wpiłam się w nie z nieziemską przyjemnością.
-Moje kochanie całowało mnie z zapomnieniem, co w żadnym wypadku mi nie przeszkadzało. Mój "rycerz" był gotowy na wszystko, wiec objąłem ją w talii i odgiąłem się do tyłu, kładąc nas na podłodze, a ją - na sobie. Moja lewa dłoń pomogła jej zdjąć koszulkę i stanik, a prawa zdawała się dobrze bawić przy jej łonie. Czułem się jak w niebie. Po minucie takiej zabawy, wybranka mego serca zaczęła cicho jeczeć, dla mnei był to znak, ze pora pójsć dalej. Lewa ręka oderwała się od jej piersi i, wtórując prawej, ściągnęła jej koronkowe majtki. Ustawiłem jej nogi w pozycji klęcząco-rozkrocznej, dzięki czemu wspólnymi siłami mogliśmy sprawiać sobie przyjemność. Moich sił było niewiele, ale robiłem co mogłem. Co kilka chwil, wydawała z siebie grzeczne postękiwania. Nie przerywałem całowania, sprawiało mi zbyt wielką frajdę. Czekałem tylko, kiedy się znudzi i zrobi coś śmielszego.
-Jeśli mój kochany liczył na coś więcej, to się rozczarował. Mi też dzisiejszy dzień dał się we znaki. A świadomość tego, że miałam przed nim sekret, pomimo tego, że zamierzałam go wyjawić, bynajmniej nie dodawała mi energii. Ponownie skupiłam się na
miłości mojego życia. Moja dłoń powolnym ruchem zjeżdżała z jego policzka, poprzez tors nie zapominając o zachaczenie o jego sutki, aż na udo i gładząc je, wracała.
-Wiedząc, ze wiele więcej od siebie nie otrzymamy, użyłem resztek sił by dokończyć sprawę. Moje uda znacznie mocniej niz dotychczas poruszały się pod nią, sprawiając że po około minucie miała już dość. Ja sam też już kończyłem, dlatego ledwie kilka chwil przed wytryskiem sięgnąłem do jej spodni po chusteczkę, by "złapać" moje nasienie. Zdążyłem. Moja kobieta położyła się na mnie, lekko spocona. Używając swojego refleksu i niespotykanego wyczucia, rzuciłem chusteczka do kosza. Dziesięć punktów. przesunąłem nas lekko w stronę kanapy, po to tylko, by ściągnąć w niej koc i owinąć nim naszą dwójkę. W momencie gdy byliśmy już szczelnie zawinięci, moje kochanie grzecznie spało. Na mnie też już była pora. Zasnąłem natychmiast.

środa, 25 grudnia 2013

Zboczenie.

-Zaraz sobie zacznę wyobrażać Twoje dłonie na nich...
Maatkoo... Muszę się ogarnąć!
-Cóż moje dłonie robiłyby na twoich nóżkach, moja miła?
-Wędrowały...

-I co dalej?
-Hmmm... No nie wiem kochanie moje. A co byś chciał?
-Zbadać dłońmi twe nóżki, moze połaskotać, tak, byś zachichotała. Przejechałbym dlonią po wewnętrznej stronie uda... I pewnie dostał w twarz.
-Nie! Nigdy w życiu bym Cię nie uderzyła! Kontynuuj myśl.
-Jak bardzo śmiała może być?
-Baardzoo...
-(przyjmujemy że siedzimy, a ja siedzę za Tobą) Więc... Stanowczym ruchem rozsunąłbym Twoje nogi i przejechałbym dłonią do łona. Połaskotałbym cię. Drugą ręką obróciłbym twoją głowę w prawo, do mnie, by Cię pocałować. Równocześnie nie przestawałbym bawić się paluszkami. Powoli i delikatnie, aczkolwiek pewnie przesunąłbym lewą dłoń, dotychczas muskającą delikatnie twój zarumieniony policzek, w stronę piersi, po czym zacząłbym je masować. Palce prawej ręki nie przestaja pracować. Lewa zaś, najwyraźniej znudzona koszulką, zawędrowałaby pod nią, aż w końcu na nagą pierś. Moje zwinne paluszki gitarzysty zajęłyby się Twymi sutkami. Wracając jednak do całowania, starałbym się z wyczuciem masować Twój języczek, tak, bym był pewien, ze sprawia ci to przyjemność. Czyniłbym to wszystko tak długo, aż pokoju nie wypełbyłyby łagodne postękiwania Twojej osoby. Ale nie myśl sobie, że bym ci wtedy odpuścił - zabawa dopiero by sie zaczynała.
-Mając dosyć Twojej zabawy, odwróciłabym się do Ciebie przodem i splotła nogi na Twoich biodrach nie przerywając pocałunku. Jedną rękę wplotłabym w Twoje włosy, a drugą drażniłabym Twój tors. Ręka z włosów zjechałaby na na kark, potem delikatnie, palcami przejechałabym wzdłuż Twojego kręgosłupa. Lewa ręka natomiast, znudzona, przeniosłaby się na Twoje podbrzusze, muskając je samymi tylko opuszkami. Później dołączyłaby do niej prawa ręka, która po chwili zjechałaby jeszcze niżej i tam już została...
-Zauważając Twoją niepewność, pochwyciłbym delikatnie Twe dłonie i oplótłbym nimi moją stercząca męskość. Ufając twojej intuicji, tam bym je zostawił. Musnąłbym palcami twoją talię, a później, kładąc ręce po obu jej stronach, równocześnie nadal pieszcząc Twój języczek, przesunąłbym je ku górze, znów ku piersiom. Na chwilę przerwałbym namietny pocałunek, by dać swojemu ozorkowi chwilę odpoczynku i równocześnie by przez chwilę móc podziwiać twe idealne ciało. Piersi, którymi się bawiłem, miękkie niczym aksamit, z sutkami twardymi niczym stal. Nie powstrzymałbym się, musiałbym delikatnie ogryźć. Głowa powędrowałaby mi do lewej piersi, a ręka, która do tej pory ją zabawiała, zaczęła by masować twój policzek. Moje ząbki, lekko gryząc twą pierś, byłyby akompaniowanie przez jezyk, który miarowo, wraz z każdym zaciskiem żuchwy dodatkowo drażniłby brodawkę.
-Delikatnie lecz stanowczo gładząc Twój członek, pochyliłabym się i zmusiła do ponownego pocałunku. Po chwili przysunęłabym się bliżej i jedną dłoń przeniosła na twoje włosy. Odsunęłabym od Ciebie usta mieszając nasze oddechy i przeniosła je na twoje ucho. Lekko przyspieszając ruchy dłoni całowałabym i podgryzała płatek Twojego ucha. Potem znacząc mokrą ścieżkę językiem wzdłuż Twojej szczęki, wróciłabym do ust. W tym czasie druga dłoń ponownie zjeżdżając po kręgosłupie, wróciłaby do pierwszej.
-Nie przerywając pocałunku, objąłbym Cię w talii i lekko podniósł, równocześnie przytulając niemal do siebie. Delikatnie znalazłbym członkiem Twoją wilgoć i centymetr po centymetrze, nieskończenie ostrożnie i delikatnie, posadził na sobie. Kiedy byłbym już cały w środku, znów bym cię podniósł i opuścił. Bardzo powoli. Tak, byś czuła każdy ruch. Po kilku takich ruchach odjąłbym swoje usta od Twoich, abo spojrzeć Ci w oczy i dostrzec co czujesz. Niezależnie od wyniku oględzin twych pięknych paczałek, wstałbym, nadal pewnie trzymając Cię na członku, tylko po to aby położyć nas na podłodze. Ostrożnie dociskając Cię do podłoża rozpocząłbym ruch posuwisto zwrotny udami. Z nieskrywaną przyjemnością słuchałbym Twoich pojękiwań. Moja prawa ręka ubezpieczałaby twoje udo, a lewa delikatnie muskała policzek. Nie przerywałbym pocałunku.
-Odrywając jedną dłoń od Twoich pleców, chwyciłabym Twoje palce i położyła na moim biodrze z pewnością, że zrozumiesz moje intencje. Potem powoli powędrowałabym dłonią w zagłebienie Twoich pleców. Z pełną premedytacją oderwałabym usta od Twoich
i przeniosła je do Twojego ucha, drażniąc je gorącym, przyspieszonym oddechem i powoli nasilającymi się jękami. Potem, poprzez szyję dotarłabym do Twojego obojczyka i najpierw delikatnie muskając go ustami zakończyłabym na przejechaniu po całej jego
długości językiem i oderwałabym od niego głowę, spragniona Twoich ust. Jednak najpierw zajrzałabym w Twoje oczy i potem połączyła nasze wargi.
-W miarę jak twoje jęki stawałyby sie coraz głośniejsze i pełne przyjemności, ruchy moich ud byłyby coraz prędsze i pewniejsze. Za każdym razem starałbym się wchodzić głębiej, próbując dać Ci jak największą przyjemność. Czując zmęczenie materiału, objąłbym cię zaraz pod pośladkami i podniósł. Będąc teraz w pozycji klęczącej, trzymajac Cię na ramionach, bardzo bym przyśpieszył. W tym momencie zapewne miałbym już dość i powoli dochodził. Dajac upust przyjemności przycisnąłbym Twoje ciało jeszcze mocniej do siebie, zmuszając się do zwolnienia tempa. Pamiętając o tym, ze nie chcesz jeszcze mieć dzieci, wyciągnąłbym z Ciebie moją męskość, która zapewne pulsowałaby wtedy z racji bycia blisko wytrysku. Ostrożnie posadziłbym się na ziemi, czekając na Twój ruch.
-Przysuwając się do Ciebie najbliżej jak się da ujęłabym Twoją męskość w dłonie i celowo drażniąc się z Tobą, powolutku i lekko zaciskałabym na niej dłonie i przesuwała nimi. Z ogroną przyjemnością wsłuchiwałabym się w Twój oddech i Twoje jęki. Wpatrując się głeboko w Twoje oczy powróciłabym do przerwanych wcześniej pocałunków. Podgryzając lekko twoją wargę, pełna napięcia, oddałabym Ci inicjatywę.
-Mniemam, że w momencie gdy ugryzłabyś moją wargę, doszedłbym. Jako że najprawdopodobniej moje nasienie wylądowałoby na twoich brzuchu, gdy tylko skończyłabyś mnie całować, wziąłbym cię do łazienki, gdzie powtórzyłbym całą operację.

Uwielbiam tę kobietę.   
     

sobota, 21 grudnia 2013

Gdzieś to musiałęm zapisać, bo dobre.

Więc padło na to, ze tutaj.

Harley, pędzący pustą drogą, położoną miedzy brytyjskimi wzgórzami, deszcz, bezlitośnie chlapie swym jestestwem na mknący pojazd, kierowca, okuty niemal skórą, tym faktem niewzruszony. Nagle! Huk, błysk!
Kierowca przyśpieszył, wyszczerzając zęby.
Wiatr leniwie uderzał w prowadzącego.
Manetka zatrzymała się, dając do zrozumienia trzymającemu, że osiągnął już limit.
A motocykl pędził coraz szybciej. Na końcu drogi, coraz krótszej, czekała śmierć.
Kierowca wiedział o tym. Pragnął ją ujrzeć. Dotknąć jej. Posmakować. Ale nie miał zamiaru sie dla niej zatrzymywać.
Przyśpieszał dalej.